Forum Wszystko o Psach Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Opowiadanie mojej twórczości, pewnie do kitu, brak tytułu.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wszystko o Psach Strona Główna -> Nasza twórczość / Literacko
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ppx
PieskiŚwiat


Dołączył: 13 Mar 2009
Posty: 438
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Dębica

PostWysłany: Sob 14:30, 27 Mar 2010    Temat postu: Opowiadanie mojej twórczości, pewnie do kitu, brak tytułu.

Moje pseudoopowianie, efektem nudy w ferie xD.
Jakby to ująć, hm, nie mam talentu i nie umiem pisać, ale co tam…
Próbowałam, aby to miało psychodeliczny klimat, ale jak na razie kupa wychodzi.
.-.’
Jest to tylko wstęp i pewnie nudne, ale także z nudy, (która również jest głównym bohaterem tego opa) wstawiam to na forum…
Enjoy. ;3
Pomysł na takie coś już od dawna miałam, ale i tak mi to nie wyszło tak jakbym chciała.







Wszechobecna monotonność, rutyna, a także przewidywalność zwana nudą. Czuję? Czuję zanudzenie. Otacza to mnie wszędzie. Wokoło.






„Widzę, lecz nie mogę. Zrobić nic. Zrobić coś. Zrobić cokolwiek. Chcę to przerwać. Nawet, chociaż sensu to nie ma – niestety, bieg wydarzeń przewidzę. Zbyt schematyczny. No cóż, nie poradzę na to nic… Nic i nic więcej.
Pozostaje oczekiwać na ciekawsze wydarzenie.”
Ona, bądź ono ze spokojem (płeć jej obojętna – zresztą jak wszystko), chociaż w głębi ma nadzieję na przerwanie tych jakże nudnych cierpień, skazana na oglądanie tej przeciętnej rzeczywistości. Świat owszem ciekawy jest, ale nie ludzie, nie pod względem ich psychiki. Przynajmniej większość.
Postać zza ciemności, idzie zobaczyć kolejne wydarzenie.
Na widoku (tym razem): nocna awantura.
Osoby biorące w niej udział: matka, o i zapewne nastoletnia jej córka. Kłótnia – przeciętna.
Jak zazwyczaj. Powód?
Jeden ze zwyklejszych.
Poszła z domu, późno wróciła, matka zrobiła awanturę.
Schemat się zaczyna:
-standard w roli zabrania telefonu komórkowego córki przez matkę(zaliczone)
-także słynne i powtarzalne powiedzenia typu, „co ludzie powiedzą”, „nie tak ciebie wychowałam” również wykorzystane i zaliczone
Stop. Obraz się zatrzymuje.
Ludzie będziecie w końcu ciekawsi?.
Zgadylątko, czyli ona, która takim mianem się określiła. Normalne do niej i pasujące powinno być mroczne, ciekawie brzmiące imię, lecz ona wybrała to.
Wręcz idiotyczne; na poziomie potocznej dziecinności, niepasujące do jej osoby, nazwa rażąca wręcz debilizmem. Czyżby nawet zniesławiało jej tajemniczość i dziwność jej osoby, jeśli można nazwać to osobą? Lubi sprzeczności. Bardziej jeszcze nieprzewidywalności. Chciałaby zaskakiwać. Ponieważ nie lubi monotonności. Lecz jest uwięziona.
Uwięziona w nudzie, bez możliwości jakiejkolwiek ingerencji.
Najlepiej, aby nikt jej nie znał, nie wiedział, kim jest, jakby nie istniała.
Tak jest. Ale nic się nie da zrobić… dokładniej nic ona nie może zrobić.
Ewentualnie, aby ktoś, ktokolwiek oryginalny zrobił coś interesującego, aby ona mogła się napatrzeć. Wie, że na pewno i tak jest ktoś taki, ale jednak działania tej osoby zjada większość monotonności?
Zgadylątko (ach, jak to wkurzająco i irytująco brzmi), wcale nie czuje nienawiści, ani miłości. Niczego. Wręcz przeciwnie. Spokój i zamulenie jej osoby jest spowodowane wydarzeniami… nudnymi. Nudnymi wydarzeniami. Wszędzie się powtarzającymi. Czy jej obsesję słynnego nie nudzenia się można nazwać nienawiścią? Raczej nie, to poszukiwanie pasji, tak jak hobby, cel, wszystko zrobić, aby nie było przewidywalnie.
Obojętności nie czuje, czy chce ona wrażeń? Po prostu wie, czego nie chce.
Dosyć przewidywalności.
Wracając do owej sytuacji, a dokładniej przerwanego jej toku.
Ona:, „więc tak-matka będzie prawić morały, córka buntować
- obie będą krzyczeć, nastąpi ostra wymiana zdań, prawdopodobne jest to, iż łzy pojawić się też mogą. Każda z nich będzie mieć swoje „racje” (niestety, ta zbytnia oczywistość), „racje”-jak każde przeciętnej matki i córki, żadna z nich nie odpuści, nastąpi chwila milczenia, cisza po awanturze, każda pójdzie w swoją stronę, w zależności od charakterów jutro, albo za 2-3 dni nastąpi pogodzenie i przepraszanie się, chociaż podobne awantury będą zapewne pojawiać się przez jakiś określony (lub i nie) czas.”
Stop – anulowany.
-Dziewczyna w twoim wieku nie powinna chodzić o tej porze!
-Mamo, ja decyduję za siebie, nie wtrącam się w twoje sprawy.
Mogę robić to, co mi się podoba! Nie jestem twoją niewolnicą!
Córka gwałtownie się odwróciła, tzw. fochem poszła w kierunku drzwi.
Ale… zobaczyła ją. Ona to zauważyła.
-Widzisz mnie? Ciekawe, zaistniałam. Lecz tylko ty? Matka twa nie widzi mnie, czyż nie?
Normalną reakcją człowieka na zobaczenie jakiejś zjawy powinien być strach. Lecz dziewczyna była bardzo zdenerwowana – dokładniej wkurwiona. Więc to zmieniło bodziec zachowania na daną sytuację.
-Chodź, sprawdźmy to.
Poszły do kuchni (gdzie siedziała matka). Matka faktycznie nie widziała Zgadylątka.
Matka ujrzała córkę, zrobiła minę oburzenia i zbulwersowania.
„i co ? chcesz pokazać swoje cwaniactwo gówniaro, chamsko stoisz i się patrzysz na mnie jak gdyby nic !?”
Córka rzekła na to „a co nie mogę?”
Matka wstała i dała jej szmatą w pysk, przy tym zaczęła się znowu przewidywalna ostra wymiana zdań.
„Ej, przecież ona MNIE widzi!”
Zgadi nagle ockniło, patrząc na niektóre niemalże sztuczne zachowania podpatrzone rodem z seriali i telenoweli.
„Ona mnie przecież widzi, więc mogę zapobiec, heh”.
-Ty… jak się nazywasz?
-Sabina
-Aha, czyli jedno z bardziej popularnych i normalnych imion
Matka popatrzyła na swą córkę; ‘dziwne, do kogo ona mówi, pewnie nabija się ze mnie, gówniara’.
-Wiesz…-Zgadi oznajmiła dalej, mów cicho i pod nosem, też słyszę. Bo inaczej trafisz do psychiatryka. Wiele osób rzekomo słyszy głosy i trafia tam. To nudne.
W końcu trafiły do pokoju Sabiny.
-A właściwie… kim Ty jesteś? Czemu tylko ja Ciebie widzę?
-Nie wiem, raczej to nie istotne. A żeby było ciekawiej trochę dopowiem, że znudzoną osobą jestem tym nudnym tokiem życia płynącego na tym jakże bardzo przeciętnym świecie.
-Ale…
-Wyprzedzę twoja zapytanie. Odpowiem na to następne i pominę to, ponieważ to będzie odpowiedź na zapytanie twoje z tamtej odpowiedzi
-Skąd to wiesz?
-Skąd wiem, co byś zapytała?
To zbyt przewidywalne. Właściwie przerwałaś mi, a chciałam powiedzieć, że ważniejsze jest to, że mogę mniej-więcej przewidzieć twoje, a zarazem twojej matki zachowanie. Zresztą nie tylko ja. I to jest nudne. Ciebie to nie nudzi, chociaż trochę?
Mnie nudzi bardzo i moje pseudomarudzenie też mnie nudzi.

Tak, więc Sabinie Zgad opowiedziała jak przewidywalnie i prawdopodobnie potoczyłby się los tej awantury i nie tylko (Np. życiowe ganianie i męczenie się, po to, aby mieć więcej męki, zapożyczenie celu większości innych ludzi)
-Więc, co mam zrobić?
-Hm, (dwie sekundy zastanowienia) dla przykładu; mogłabyś z uśmiechem na twarzy, ale wersją pogodną i sprawiającą wyrażanie sympatii powiedzieć rodzicielce, że ona ma rację, wygrała, ot, co, przyznasz, że dostosujesz się do niej, rzekniesz, iż kochasz ją wielce i podziwiasz, jaką ona jest wielce świetną osobą, z umiarem oczywiście, aby nie było czuć w tym ani nutki ironii, czy sarkazmu.
Zasugerujesz tym twoją uległość i jej dominację, ona zadowolona zwycięstwem, zatem, nie będzie się spodziewać się twojego ciosu nożem.
Co do materialnej sprawy?-
Masz jako ojca jeszcze źródło finansowe.
Chociaż nie – tak zachowuje się przeciętny psychopata, przewidywalność psychopatów też dobija nudnością i oczywistością.
A może… mógłby ojciec twój również pozbyć się ciebie, porzucić, a może nawet zabić, zemsty bywają nawet ciekawe. Zresztą także – można by też ogłosić wieść, iż matka poderżnęła sobie gardło na wiadomość, że jej córka ponoć w ciąży jest (ewentualnie wymyśliłabyś jakiś inny zniesławiający powód raniący bardzo reputację i powód samobójstwa matki), ale miło i ciekawie, że zgodziłaś się na współpracę, a także, że nie interesuje ciebie monotonność. Nie musimy zacząć eksperymentować na twym życiu rodzinnym, jutro nowy dzień, zwalczać nudę możemy wszędzie, tyle rzeczy możemy zrobić. Potrzeba tylko trochę weny.






Nowy dzień. Jedzenie śniadania.
-Czy ty zawsze jadasz chleb z dżemem?
-No, a co?
-Yhm, dla mnie jedzenie tego samego przez określony czas byłoby dosyć dziwne, jak masochistyczna tortura, ponieważ zbrzydłoby mi to i musiałabym to spożywać, jako pokarm, którego nie lubię, chociaż kiedyś go uwielbiałam, a jedzenie z przyzwyczajenia jest bez sensu według mnie.
-Ale mi to jakoś smakuje po prostu. Ciągle.
-A nie chciałabyś wypróbować czegoś innego?
-Czemu? Chleb z dżemem mi smakuje i nie czuję potrzeby zmieniać go na coś innego.
-Skąd masz pewność, że coś innego nie byłoby lepsze od tego słynnego chleba z dżemem?
-Wiele osób go je i jest zadowolona.
-Bo może oni po prostu nie znają sami czegoś lepszego.
-Haha, niech Ci będzie (śmiech), więc jutro może zjem…kupę?
-Poważnie? Przekonałabym się chętnie, czy owy czyn wykonasz.
-Nie.
-Więc mam doskonalszy pomysł – Skończmy tą rozmowę.
Przejdźmy do dzisiejszego planu dnia.

Wyszły z mieszkania, po czym znowu wróciły do dialogu;
-Byłaś kiedyś na wagarach?
-Oczywiście.
-Co na nich robiłaś?
-Tego no…eee, nic nadzwyczajnego.
-No właśnie, otóż dzisiaj nie zaczniemy naszej misji, początkowo pokażę ci ciekawe typy osób, potrzebnych do obserwacji.

Poszły na pozornie normalną ulicę.
-Przechodziłaś tu może kiedyś?
-No, pewnie.
-Czy widziałaś tu coś ciekawego, albo dokładniej – kogoś ciekawego?
-Raczej nie.
-Za chwilę ci coś opowiem…
Sabina siadła na ławce, Zgad stanęła obok niej. Chwilę później wyszła z bloku kobieta, ok. 34-letnia. „Ona o tej porze zawsze idzie na zakupy” – mówi Zgad.

-Czy widzisz coś w tej kobiecie, hmm… powiedzmy, bądź nazwijmy to ~ dziwnego?
Sabina przyglądnęła jej się uważnie. Wyglądała przeciętnie, chociaż miała bardzo długie dosyć włosy.
-Ok, mów dalej.
-Widzisz sąsiadki i sąsiedzi wiedzą o niej z plotek tyle, iż to wariatka o dobrym sercu. Ja powiem tyle, że to ciekawa, ale dosyć przewidywalna osoba. Oficjalnie jest to przeciwniczka aborcji, ale nie tylko…

Zgad zaczęła opowiadać o owej kobiecie.
-Czy uważasz, że jaj mam obsesję?
-No, kurwa tak.
-Według mnie to sensowny cel. Twoje zdanie na ten temat jest zbędne – sama się przekonasz o tym.
Lecz jeśli mój styl bycia, patrząc tokiem twego rozumowania oczywiście, nazwiesz obsesją, to nie będziesz już miała słów, aby określić zachowanie tej oto kobiety.

Zgad, zatem opowiada:
Ta kobieta już w dzieciństwie była taka. Jej pierwsza wizyta u fryzjera wyglądała następująco;
Matka wiedząc, iż sama nie obetnie włosów córce (z powodu tego, że córka nawet nie dawała obcinać sobie paznokci), okłamała ją, „kochanie fryzjer czesze tylko włosy”.
Jej matka rozmawiała wcześniej z fryzjerką, żeby córka dyskretnie została obcięta w pomieszczeniu bez luster. Fryzjerka długo wyczesywała owej córce włosy, w końcu cichaczem wyciągnęła nożyczki z kieszeni, cichym ciachnięciem ucięła pierwszy (i ostatni) kosmyk włosów. Ale niet – plan się nie powiódł. Cichy odgłos, czujna córka usłyszała. Córka w sekundę odskoczyła z fotela, popadła w straszliwą histerię „MOJE, moooje włosy, moje włosy!” krzyczała straszliwym, bolesnym i rozpaczliwym głosem.
Zachowywała się jakby ucięto jej, conajmniej rękę, a może nawet i dwie. W końcu z bólu zemdlała.
-To ciekawe dosyć– rzekła Sab.
-Ma tak właśnie być – odpowiedziała Zgad.
Ale… wcale jeszcze nie skończyłam. Pewnie się domyślasz, jaki to typ osoby.
Więc nie opowiem o zębach. Powiem tyle, że czeka, aż same wypadną.
Ona ma raka, oczywiście kocha swojego guza.
Miałaby szansę dalszego życia, ale czeka ją śmierć.
Ponieważ nigdy nie dałaby go wyciąć, chociaż ma go od niedawna.
Ona uważa, że to część jej osoby.
Jej dziecko. Jak matka i swój płód.
Ale mi nie zależy, aby ona długo żyła. Chciałabym, aby poznała pewną osobę i ty mi w tym pomożesz.
Są to dwie specyficzne i ciekawe osoby.
Ciekawi mnie jak wyglądałoby spotkanie tych osób, na razie obie nie wiedzą o swym istnieniu.
-Kim jest ta druga osoba?

Zgad opowiada o drugiej kobiecie
O drugiej kobiecie wiem tylko ja i ona.
Ty teraz też się dowiesz.
Bo tylko z tobą mogę rozmawiać, tylko z tobą udało mi się skontaktować.
Druga kobieta kocha dzieci.
Wręcz obsesyjnie uwielbia, chce wedle jej rozumowania jak najlepiej dla nich.
Wierzy w duszę. Kocha swe… nazwijmy to dzieci, bardziej od siebie,
i zależy jej na ich dobru – bardziej, niż na swoim.
-Kim one są?
-Zasuszonymi płodami, które kocha. Codziennie zmienia im ubranka, uważa, że zapewniła im nieśmiertelność.
-Myślisz, że jakby wyglądało ich spotkanie tych kobiet?
-Wiele o tym myślałam – opcji mam ze sto, opowiem ci ze dwie ciekawsze.
Pierwsza – nudna.
Spotkają się, poznają, zaczną siebie unikać.
Druga – intrygująca.
Pierwsza kobieta polubi styl życia tej drugiej, będzie chciała zasuszyć raka, wszystkie swoje narządy i siebie samą… z miłości.




Wyznania wieczorowe.
-A właściwie, kim TY jesteś?
(spokojny ton głosu, lecz słowo „ty” powiedziane grubym głosem, coś w formie żartobliwej)
Pytanie Sabiny skierowane do Zgad.
-Czemu dopiero teraz o to pytasz?
-Dziwne, jakbym się o to nie pytała, przecież…
-No cóż. Nie wiem. Nie pamiętam. Niestety, nie mam pojęcia.
Niedawno ci mówiłam zresztą, iż to nieistotne.
-Yhm.
-Właściwie, wyglądasz mi na normalną i przeciętną osobę, więc nią jesteś.
Dlaczego, ty mnie w ogóle słuchasz?
Nie zachowujesz się na olśnioną.
Nie słuchasz mnie z pasją.
Ale… jakbyś przytakiwała i robiła to, co mówię jak zdecydowanie normalną ludzką czynność.
Czemu?
-Po prostu jest to dla mnie interesujące. Widzę Cię i słyszę, to wręcz coś nadzwyczajnego i już.
Zgad popatrzyła na nią.
Teraz zrozumiała.
Sabina to prawdopodobnie osobnik tak zwany „kameleonem”.
„Zupełnie mało wiem o jej życiu prywatnym i przebiegu jej życia, pewnie informacje o nich potwierdziłyby moje domysły dotyczące jej charakteru”.
Pomyślała tak.
Więc rzekła do niej:
-Opowiedz coś o sobie.
-Jestem osobą, która szuka wrażeń, cieszy się życiem, spotkanie z Tobą uznaję, jako nowe interesujące doznanie. Myślę, że jestem humanistką. Kocham wspólnie spędzać czas ze znajomymi, mam chęć zdobywania wiedzy. Ostatnio znalazłam dla siebie różne zainteresowania i chcę je rozwijać. Kiedy byłam inna, bardziej zbuntowana, myślałam tylko o wyglądzie, byłam egoistką. Na szczęście taka już nie jestem.

Dlatego matka zrobiła jej wtedy awanturę, bo myślała, że jej córka znowu będzie taka jak kiedyś.
Lecz ona spędzała czas po „tańcach”, ze swymi, „hejpi znajomymi”.

-Ależ oczywiście. Przeciętne bredzenie, po prostu „uwielbiam” takie napierdalanki o wszystkim i o niczym. Teraz tak mówisz, ponieważ chcesz być takim wzorem osoby jak przedstawiłaś.
Zmieniasz się wraz z otoczeniem, nieprawdaż?

Zgad wiedziała, gdyby Sabina była teraz typem osoby, która uważa obecnie za negatywną, a miała za sobą bycie osobą, którą teraz jest, wiadomo, identycznie skarciłaby to, co teraz uwielbia.
Od czego to zależy?
Otóż, Sabincia jest potocznie mówiąc pusta.
Dobry materiał na manipulację.
Także kameleon. Dostosowywuje się na potrzeby akceptacji, które utożsamia z własnymi potrzebami. Chłonna jak gąbka.

Dzieciństwo.
Osiedlowe dziecko. Przekleństwa i chuligaństwo nie są jej obce.
Przedszkole.
Chęć bycia utalentowanym, poprzez silną determinację, zdominowały jej charakter i stała się obiektem w rodzinnym centrum uwagi, jako zdolne dziecko.
Podstawówka.
Pewna siebie „tapeciara”. Kosmetyki, tematy tabu, łamanie zasad+bunt. Robienie zakazanych rzeczy na porządku dziennym.
Gimnazjum.
Tu najczęściej są osoby słynnie „zgorszone”, jak u Sabiny w podstawówce. Tu było odwrotnie. Stała się kujonem. Zależało jej tylko na dobrych osiągnięciach w postaci dobrych ocen.
Szkoła średnia.
Znów zmiana, m.in. poprzez towarzystwo. Zainteresowania, spełnianie swych marzeń, rozwijanie umiejętności, udoskonalanie spędzania czasu ze znajomymi jest głównym jej celem.

Więc.
Przeciętna i zwykła osoba, na razie nudna.
Sabina dąży do spełniania ambicji.
Jak i te osoby, które w pewnym stopniu naśladuje.
Lecz nie mam zamiaru uświadamiać ją, pewnie, dlatego ona mnie widzi, ponieważ jest dobrym materiałem na manipulację. Mi nie chodzi o głupią, wręcz idiotyczną wymianę zdań, nie muszę pokazywać jej, że mam rację, ważne, że tak jest i jestem sama świadoma tego. Upodabnia stopniowo i przyswaja moje cele. I niech tak zostanie.

Tak skończyła na dzisiejszy dzień przemyślenia swe, Zgad.





Kolejka w sklepie. Bywa nudna. Ta zresztą też. Oczekiwanie na swą kolej, aby kupić parę potrzebnych produktów. Które się zużywają. Znów będą potrzebne.
Koło się zamyka.
Kobieta zwana potocznie przez sąsiadów „Panią Helenką” kupuje ziemniaki i twaróg, a także coś słodkiego z polskiej firmy, taniego.
Jak większość staruszek w jej wieku.
Ona sama także często kupuje te rzeczy.
Za nią w kolejce stoi kobieta idąca do pracy, chcąca kupić banana lub bułkę, bądź coś w tym stylu. Dalej: matka z dzieckiem, potem facet chcący kupić zapewne jakieś papierosy, następnie jakaś nastolatka…
Zwykła, przeciętna kolejka, ot, co. Na końcu jej stała Zgad i Saba. Również czegoś potrzebowały. Zgad znudzona, lecz przyzwyczajona. Co można byłoby w tej chwili zrobić?
Rzucić się na kogoś z nożem? Dla p.Helenki, pracowniczki, matki z dzieckiem, faceta i nastolatki to zwykły, przeciętny, a zarazem normalny dzień. Nie spodziewaliby się jakiejkolwiek tragedii. Co do Zgad – dla niej to byłoby niekoniecznie nieprzewidywalne.
Wręcz przeciwnie.
Wszystkie złe wydarzenia, przynajmniej ich większość, ofiary nie przewidziały.
Więc, no cóż, także Sabina by się zmarnowała, zwracając na siebie niepotrzebną, a zarazem większą uwagę.
Ponieważ.
Brak kontaktu z inną osobą.
-Proszę, podać coś?
-Eee…(myśl Sabiny: „Co mam kupić?”, zerknęła na Zgad, mając zamiar zapytania, nie musiała oczekiwać odpowiedzi, gdyż jej zapytanie wyprzedziła Zgad odpowiedzią; „Bułki do hamburgera, ser, sos do burgerów, colę, na razie tyle wystarczy”.
-Słucham…
-O tak, przepraszam, więc chcę kupić bułki, sos do burgera i ser…



-Ej, a po co nam „zestaw do tworzenia burgera?”
-Zobaczysz.
-Będziemy robić hamburgera?
-Owszem.
-No, ale… Co w tym ciekawego, a może nieprzewidywalnego?
-Zobaczymy.


Poszły ku parku. Siadły na ławce.
Zgad zaczęła mówić
-Widzisz? To jest siostra matki tego niemowlęcia, które leży w wózku.
Opiekuje się nim, na razie jest bezrobotna, jej siostra, a także mąż jej siostry są w pracy.
Co mogę ci o nich ciekawego powiedzieć? Co do dzisiejszej sytuacji, zwykłe małżeństwo, kochają siebie nawzajem, swe dziecko również. Spełniają swe ambicje rodzicielskie przez sukcesy w pracy. Zarabiając pieniądze, czują spełnienie, że stać ich na dobre życie dla dziecka, uwielbiają jeść Fast foody.
Może wiesz, powinnaś się domyśleć, co planujemy?
-Nie za bardzo?
-Otóż w skrócie powiem, że zabawimy się mieszanymi uczuciami, rzadko spotykaną sytuacją, reakcją człowieka na tą daną sytuację. Na razie prowadzimy pewnego rodzaju badania, określając przy tym w pewnym sensie psychikę ludzką, na nasze potrzeby.

Podeszły pod klatkę bloku. Oczywiście nie pod tą, do której owa kobieta z dzieckiem wchodziła. Tam po prostu było dobre miejsce do obserwowania. Ona nie powinna zobaczyć Sabiny i dlatego. Anna (tak nazywała się oto kobieta), była w określonych standardach moralności dobrą opiekunką, lecz miała swoje małe sekreciki, o tej porze, dosłownie wyrywała się na godzinkę – albo krócej, i zostawiała dziecko same.
Rodzice tego dziecka nie byliby zadowoleni z tego faktu, gdyby się dowiedzieli o tym.
Więc właśnie Anna zamknęła mieszkanie i poszła.
Zgad i Saba podeszły pod drzwi do mieszkania. Zgodnie z poleceniami Zgad, Sabina wyjęła klucze spod wycieraczki, (które wcześniej Anna tam schowała), cicho otworzyła mieszkanie, po cichym przekręceniu kluczem zamka. Dziecko spało. Przez czas, w którym Anny w mieszkaniu nie było do zostawionej przez niej herbaty, Sab wsypała dużą ilość proszku nasennego. Schowała się także za łóżkiem. Anna wróciła – po pewnym czasie wypiła w końcu herbatę (oczywiście po niej od razu nie usnęłaby, ani nie straciłaby przytomności).
Do owego stanu przyczyniła się Sab znienacka ogłuszając ją pałką. Położyła Annę na łóżku.
-Co teraz? – zapytała z ciekawości Sabina.
-Chodź do niemowlaka. – rzekła Zgad.
Podeszły.
-I, co teraz?
-Zabij.
-Co?!
-Nie umiesz?
-Ale, jak? Pojebało Cię, mam zabić NIEMOWLAKA? Po co zresztą?
-A, czemu nie?
-Za kogo mnie masz? Nie jestem mordercą.
-Nie jesteś, bądź jesteś. To zależy od danego punktu widzenia.
-Nie rozumiem.
-Jesz mięso. Zresztą, jeśli chodzi ci o sumienie, biorę całkowitą winę na siebie, jeśli sobie tak zażyczysz, bo robisz to w moim imieniu.
-Przecież to jest bezbronne dziecko!
Nic nie zrobiło nikomu, czemu mam je zabijać?
-Ono, nie jest jeszcze w pełni świadome życia.
Jedynie możesz je uratować, od poznania tego nędznego i brutalnego świata, co najważniejsze NUDNEGO. Zabijesz humanitarnie, bezboleśnie, ono nic nie poczuje. Nawet, jakby mogło – podziękowałoby ci. Jest nam potrzebne do obserwacji, do zobaczenia reakcji przeciętnych ludzi na nietypową dosyć sytuację.

Czyżby ciekawość zwyciężyła?
Powrót do dialogu:
-Więc… co, jak mam to zrobić?

Wyciągnij taśmę. Sabina wyciągnęła taśmę. Zaklej mu delikatnie usta, aby się nie obudziło.
Sab tak zrobiła. Chwyć je lewą ręką za nogi. Sabina chwyciła niemowlę lewą ręką za nogi.
Weź nóż. Chwyciła nóż. Na początku przećwicz i zamknij oczy. Sabina trzymając wierzgające się niemowlę zamknęła oczy i trzymała nóż w prawej ręce. Skieruj nóż na północny-wschód, tu jest tylko powietrze. Najpierw przećwiczysz odruch na powietrzu. Sabina zrobiła pewny ruch nożem do przodu, zgodne ze wskazówkami Zgad, mając świadomość, iż to powietrze. Ale nóż się wbił… w to powietrze?
Jednak równo przecięła niemowlakowi szyję, głowa ledwo, co dyndała.
Sabina padła z szoku na ziemię i puściła ciało niemowlaka.

Zgad była pewna, iż Sabina podświadomie nie ma zamiaru zabić.
Przed śmiertelnym ruchem w kierunku ofiary, powstrzymałaby się i zapewne powiedziałaby „Nie mogę”.
Lecz Zgad to przewidziała, tym małym oszustwem udało jej się osiągnąć zamierzony efekt.


-Nie możesz teraz się wycofać. Ciało nie może się zmarnotrawić przez ciebie. Rzekła Zgad.

Po pewnym czasie, Sabina „otrzepała się” i znów zaczęła słuchać Zgad.
Oczywiście Sabina miała rękawiczki, aby nie było żadnych odcisków palców w mieszkaniu.

Wyjęła aparat z barku, zrobiła zdjęcia zwłokom niemowlęcia. Położyła aparat na stole. Ciało wykrwawiało się zawieszone dołem w kuchni (tam były płytki), więc krew łatwo było potem zmyć.
Mięso ludzkie/niemowlęcie było częścią do burgera. Burgera z niemowlęciną.
Jeszcze ostatnie przygotowanie do powrotu rodziców: Zgad na kartce palcem, zaczęła kreślić litery, aby styl pisma był podobny do Anny, Sabina po tych zarysowanych niewidocznych konturach zgodnie z ruchem palca Zgad przyciskała długopis. Wyszło: „Jestem na spacerze z dzieckiem. Wiem, że jesteście zmęczeni po pracy, więc przygotowałam Wam waszą ulubioną potrawę”.
Zgad zerknęła na klatkę i powiedziała do Sabiny: „Idź teraz do domu, nikt ciebie nie zobaczy w obecnej chwili, klatka wolna, nie zostaniesz widziana jak wychodzisz z tego mieszkania, ja jestem niewidoczna dla wszystkich i mogę tu zostać, potem ci opowiem, co się tu wydarzyło, do zobaczenia”.
Nadeszła pora powrotu siostry Anny i jej małżonka.
W mieszkaniu powitał ich ładny zapach. Salon, a w nim karteczka z informacją, od razu zaczęli jeść dwa burgery, frytki (jeszcze ciepłe) i pić zimną colę.
Byli bardzo zachwyceni miłą niespodzianką Anny.
-Dobre nawet!
-Mmm… masz rację, takie słodkawe trochę, ale pyszne.


Małżeństwo zjadło i usiadło razem na kanapie.
„No zobaczcie tą wiadomość!”
W końcu żona postanowiła posprzątać brudne naczynia ze stołu, dopiero w czystej kuchni…
-Patrz! Anna wysprzątała świetnie całą kuchnię!
Lecz wkładając jeden z talerzy, przyuważyła na nim napis, napisany prawdopodobnie mazakiem do płyt. „Wreszcie.”-ucieszny zachwyt Zgad.
„Zobaczcie aparat.”-taki był napis na talerzu.
-Zobaczcie aparat? – Zdziwiła się i cicho to przeczytała szeptem.
Dziwny napis na talerzu wywołał w niej lekki dreszczyk strachu, lecz po chwili przyszła jej nadzieja na jakąś wspaniałą niespodziankę.

Nim jednak poszła z ciekawości po aparat, postanowiła zerknąć do dziecięcego pokoju. Zobaczyła… Czysty, wysprzątany i piękny (kolorowe ściany z kolorowymi misiami, wiele zabawek [większość z nich sama kupiła, lecz wiele dostała także od znajomych]), czyli pokoik w takim cudownym stanie – jakim powinien być.
Gdy jej zachwyt nad normalnością pokoju i ubóstwianiem jego piękna, w jej matczynym guście stopniowo przeminął. Zastanawiała się, co robi…
Jej kochane dziecko, na spacerze z Anną.
Chciała znów poczuć zapach ciała swego dziecka, przytulić je. Jako rodzicielka rozmyślała o nim w każdej chwili, nie to, co jego ojciec drzemiący obecnie na kanapie.
Kochała jego obecność. Dziecka swego obecność.
Zawsze chciała być matką, uważała nawet, iż takową jest.
Uważała, że nawet jest dobrą matką.
Pewnie i taka była.
‘Taaa…’ rozmyślała.
Znów słynne matczyne smęty o miłości do swego dziecka.
Zrobiłaby dla niego wszystko, zresztą jak zdecydowanie większość matek w stosunku do swoich.

Matka rozgląda się po pokoju – kocha ten pokój, bo należy do JEJ dziecka.
Jej kochanego dziecka, jej pięknego dziecka, jej ulubionego dziecka…
Dziecko. Dzidziuś. Dzieciąteczko. Bobasek. Słodziaśne dziecko.
‘Ach, dziecko, dziecko, dziecko, moje kochane! Kochane dziecko !’
Podeszła do ukochanej kołyski jej dziecka. Pogłaskała jego kochaną główeczkę, dosyć zimną ma dzidzi, ale jak głęboko śpiącą, opatuloną…
Odruchowo; „Och… moje kochane kochaniątko…”. Ależ zaraz… !
Coś tu nie tak. Dzieciątku zimno!
Doniosła jeszcze jeden kocyk dziecku, ponieważ mu zimno.
Cichutko i dyskretnie, aby się nie obudziło. Usiadła na fotelu obok.
Wspomniała piękny dzień jego narodzin, chociaż bolesny.
Męczący też, ale ona tak go kocha, dla niego nawet „zrezygnowała” z urlopu macierzyńskiego.
Dzisiejszy dzień był normalny, ale w tym tkwi jego piękno. Który wygląda zazwyczaj jak inne dni. Chociaż ten był nawet wyjątkowy, taki miły, sympatyczny. Doceniała i kochała swój tok życia.
Nagle, jakby ją olśniło i wykopało z atmosfery „rodzinnej i spełnionej”, zaczęła myśleć racjonalnie. Dokładniej jedna myśl, szybka myśl: „czyżby… przypadkiem, Anna, spacer, dziecko, pokój, ten teraz. Hm?”.
Heh, może, ona, odnieść, wcześniej, je, z powrotem, - niespodzianka?
Koniec cichych, szybkich, zarówno chaotycznych myśli.
Ważne, że jest i można je przytulić. Wzięła becik na ręce. Wypadła główka z niego.
„O jejku, kochaniątkowi odpadła główka.”
Ale… znów skojarzenie i nawrót szybkich myśli:
„główka, brak główki = oznacza, chyba nie życie, nie życie…. Chyba śmierć?”
Zastanowienia. Chwila zastanowienia.
Sklei się? Do czego?
W beciku tylko kocyk? (gdzie ciałko?)
Dotarło? Na razie raczej szok.
Upadła.
Bezradność i brak pojęcia, co robić.
O co chodzi? Co zrobić? Czuć coś? Gdzie ono? To ono?
Nadchodzi świadomość. Głośny krzyk.






Wszyscy, którzy płaczą, zostaną wybawieni, od szczęścia.
Szczęście jest zgubne.

Siedziała na łóżku. Mając coś w stylu wyrzutów sumienia. Dokładniej spokojnie dziwiła się, do czego jest zdolna.
Zgad wróciła.
Na razie uczucia wygasły, ciekawość silniejsza.

___________

Niedługo kolejny krótki fragment (Cd.)



[link widoczny dla zalogowanych] )całość(


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ojeja
PieskiŚwiat


Dołączył: 27 Lis 2009
Posty: 277
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 17:25, 28 Mar 2010    Temat postu:

Ppx ty sie twórczo marnujesz Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ppx
PieskiŚwiat


Dołączył: 13 Mar 2009
Posty: 438
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Dębica

PostWysłany: Nie 17:42, 28 Mar 2010    Temat postu:

Czyli do kitu XD ? Ale ja i tak to piszę, aby zabić nudę, nie planuję przyszłości z pisarstwem. Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ojeja
PieskiŚwiat


Dołączył: 27 Lis 2009
Posty: 277
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 19:59, 28 Mar 2010    Temat postu:

no jak do kitu, przecież piszę ci że się marnujesz literacko. Jak tak jeszcze "potworzysz" to będziemy niedługo czytać twoje bestselery Laughing

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ppx
PieskiŚwiat


Dołączył: 13 Mar 2009
Posty: 438
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Dębica

PostWysłany: Nie 22:56, 28 Mar 2010    Temat postu:

Aaa... ja inaczej zrozumiałam Twój post. XD'

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ppx
PieskiŚwiat


Dołączył: 13 Mar 2009
Posty: 438
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Dębica

PostWysłany: Pią 22:51, 02 Kwi 2010    Temat postu:

-I…jak było?
I jak było, zaczęła swą spokojnością opowiadać Zgadi.
Matka w końcu zobaczyła aparat (dokładniej jego zawartość po włączeniu), początkowo nie skojarzyła faktów, następnie owa informacja nie docierała do niej. Trzęsącymi rękami upuściła aparat na ziemię, mąż zbudzony krzykiem, jeszcze zaspany, nie wiedział, o co chodzi. Podszedł do żony, lecz ta upadła, dosłownie wszędzie się z niej lało, leżała na podłodze wśród swych wymieszanych łez z wymiocinami. Na jej twarzy widniał strach i ból. Nie wiedziała i nie mogła uwierzyć w to co i jak się stało. Mąż przykucnął przy niej i z przerażeniem zapytał „Kochanie… co się stało?”. Żona wskazała palcem na aparat. On następnie wziął go do ręki, otarłszy ubrudzony ekran rękawem. Był w szoku, również jak i ona nie wierzył własnym oczom. Czyżby to jakiś żart? Niestety dla niego, okazało się, iż nie.
Nie chcąc mówić tego samego, co już wcześniej nastąpiło, bardzo podobne zachowanie do swej żony, lecz bez, aż takiego szlochu.
Główka dziecka w pokoju, skojarzenie faktów itd.
Później zobaczenie śpiącej Anny w pokoju, chęć, początkowa, jej zabicia, jako podejrzanego sprawcy, agresja w jej kierunku, skojarzenie tego wszystkiego z nią. Ona wybudzona, nieświadoma, tego co się stało, spytała „o co do cholery chodzi?”.
W końcu uszła z życiem, również wpadła w panikę. Upierała się, że nie ma pojęcia, jak to się stało i że ktoś ją zaatakował. Później nastąpił telefon do policji, mieszane uczucia, brak zaufania do Anny i zastanawianie się, czy ona byłaby zdolna do tego czynu.
W końcu wszyscy pogrążeni w rozpaczy i milczeniu, siedli na kanapie…
Więc sobie już poszłam.
-Ale, czemu, czy Tobie ich nie szkoda?
-Takich w ludzkim mniemaniu szczęśliwych małżeństw jest jeszcze bardzo wiele, dzięki nam to ma ciekawszy życiorys i tajemniczą zagadkę –nierozwiązywalną raczej. Odpowiadając na zapytanie, czy oni na to zasłużyli, odpowiem, że jakiś powód znalazłby się, chociaż to niezbyt istotne dla nas.
-No, ale…ale.. Aha…


* * *


Następnie, gdy Sabina przestała przeżywać przebyte wydarzenie, Zgad wydała coś w rodzaju polecenia:
„Jesteś mało odporna psychicznie –takowa jesteś zbyteczna, więc do planu dnia dorzuć codzienne oględziny pogrzebów, w końcu reakcje ludzi na smutek nie będą ci obce, wręcz nudne, będą ci w końcu bardzo znajome, wtedy wreszcie uzyskasz znieczulicę”.

* * *

Jechały seledynowym autobusem na cmentarz, przed nimi siedziały jakieś dziewczyny, ogółem było cicho, większość (świadomie, lub nie mając innego wyboru), przysłuchiwało się ich rozmowie. Jeszcze ktoś inny słuchał radia na komórce, słychać było z jego słuchawek dziecięcy śpiew „POM, POM, niao”.
Dialog dziewczyn siedzących przed Sabiną:
-Wiesz, śnił mi się dziś ciekawy sen, w pewnym sensie pokazywał tendencję ludzi do zdania jednostki, w sytuacji egoistycznej chęci do czegokolwiek.
-No, gadaj.
(na tym przystanku wysiada słuchający radia komórkowego)
-Wiesz, pewnie oglądam zbyt wiele TV, czy coś i stąd ten schematyczny sen, a może po prostu za bardzo przeżywam pewną sytuację?
-Jaką sytuację?
-Ostatnio przechodząc przez ulicę, czekając na przejściu, widziałam grupkę osób, tych tzw. osiedlowych chuliganów, takie tapeciary, dresy itp. Rozumiesz?
Oczywiście byłam świadkiem pewnej zaistniałej i powtarzającej się, dość częstej sytuacji – bili jakiegoś chłopaka. W końcu stanęła w jego obronie jedna z grupkowych dziewczyn, oczywiście została zignorowana przez większość tej bandy. Nie dołączyłam do tej dziewczyny, aby pomóc powstrzymywać jej znajomych od wykonywanego przez nich obecnie czynu, czyli mam na myśli bicie jakiegoś ich innego znajomego. Nie za wiele bym pomogła, nawet wręcz przeciwnie, poza tym nie miałam również pojęcia, kim oni są, a także, o co im poszło. Zresztą, jak podeszła jakaś babka z ochrzanem do nich, oni wulgarnie (także ofiara) dali jej do zrozumienia, aby sobie poszła i nie wtrącała się w ich sprawy.
-Taak, takich typów jest zdecydowanie wiele, takie coś jest żałosne! Ale, hehe, no opowiadaj ten sen.
-Zbiegowisko ludzi z lekko zaznaczonym konturem i jego pastelowym wypełnieniem – tłoczył się na środku placu. Tego zabytkowego, wyłożonego kamieniem, niedaleko mojego domu. Jako ciekawska z natury osoba podeszłam bliżej i początkowo, niby z daleka przysłuchiwałam się komentarzom. Może jakieś dziwactwo spadło z nieba albo narodził się gołąb o dwóch kloakach, zdolny zasrać dwa pomniki w jednej chwili? A może doszło już do tego, że ludzi nieosądzonych linczuje się publicznie, przez uścisk pozbawiając powietrza?

Naprawdę mnie to interesowało.
Im bliżej znajdowałam się centrum, tym gęstość ciał stawała się większa, i tym mniej można było zobaczyć. Szturchnęłam więc mężczyznę stojącego obok:
- Co tam się dzieje?
- Bomba, bomba droga pani – odparł starym, zachrypniętym głosem. Ubrany był schludnie i układnie uczesany, a brodę miał jak jakiś Pavarotti.
- Ale jak to bomba? - spytałam zdziwiona. - Tak na środku placu?
- Tak. Właśnie – pokiwał głową, po czym wyciągnął szyję chcąc uważniej przyjrzeć się zjawisku.

Zaintrygowała mnie jego odpowiedź. Zupełnie jak reszta masy ludzkiej tłoczącej się wkoło, nagle poczułam, że chcę zobaczyć tę bombę. Koniecznie. Jak ona może wyglądać? Czy jest nowoczesna jak w filmach, czy przestarzała, przeżarta rdzą i oblepiona ziemią? I skąd ona się tak właściwie wzięła? Przecisnęłam się przez wszystkie pokłady gęstego tłumu i stanęłam tuż naprzeciw niej.

Leżała spokojnie na ziemi, pomiędzy dwoma kamieniami. Wyglądała zwyczajnie, zupełnie tak, jak wyobrażałam sobie bombę. Nie była warta tego, żeby się do niej przepychać. Przeciętna kupa ciemnego żelastwa w kształcie kropli wody i z czterema lotkami, co to niby mają stabilizować ją w czasie spadania. Zwykła. Lotnicza.

- Co z nią zrobimy?
- Zrzućmy z budynku, zobaczymy jak pierdyknie!
- Rozmontujmy.
- Tak, ciekawe jak działa!
- Zgłośmy na policję. To niedopuszczalne, żeby coś takiego leżało w centrum miasta.
- Zniszczmy!
- Tak, zniszczmy!
- Pewnie podróba.
- Fake!
- Tak nie uchodzi! Toż to pamiątka powojenna. Dziad mój życie oddał żebyście teraz mogli takie dziwy oglądać. Do muzeum z nią!
- Rozsadzić, rozsadzić! Niech rozjaśni nocne niebo. Niech pokaże, ile jest warta!
- Nigdy! Trzeba rozbroić, żebyśmy wszyscy mogli spać spokojnie.
- I zbierzmy komisję, niech ustali przyczynę.
- Mnie zróbcie przewodniczącym.
- Sprzedajmy ją!
*Pstryk* Ktoś zrobił zdjęcie.
- Ludzie – stwierdziłam spokojnie, wiedząc, że nie należy siać paniki. – Odsuńcie się, to niebezpieczne. Ktoś niech zadzwoni po antyterrorystów. Oni ją rozbroją, zabezpieczą.
- To nie ich własność! Myśmy ją znaleźli, to nam należy się nagroda.
- Sprzedajmy ją i podzielmy zyski! Każdemu po równo.
- Dzieciarnia się nie liczy.
- Idź pan. Staruchy się nie liczą. Dzieci mają równe prawa!
- Nie prawda! Dzieci i ryby...
- A właśnie, że prawda!

Zrobiłam krok w tył, a masa ciał wypchnęła mnie na obwód pierścienia, który zdążył urosnąć pod moją nieobecność. Zdawało mi się, że cały czas rośnie, i że będzie rósł aż do samego końca. Nie brakowało chętnych, chcących stać się częścią tłumu, chcących zobaczyć bombę.

- Ludzie – westchnęłam cicho – odsuńcie się, to niebezpieczne.
Ale nikt nie chciał mnie słuchać. Stali tam, zwartą grupą i ciągle się do niej zbliżali. Pierścień kurczył się. Ludzie coraz chętniej wyciągali ręce po swoją własność.
- Moje!
- Moje!
Postanowiłam wrócić do domu.
Nie opuściłam nawet placu, kiedy podbiegł do mnie chłopczyk. Miał może z siedem lat, śliczne, czarne loczki i wielkie, brązowe oczy. Słodki, mały dzieciaczek w przetartych ogrodniczkach i brązowej czapce.

- Trzeba ich ratować! - krzyknął przejmująco i złapał mnie za spódnicę. - Proszę, musi mi pani pomóc! Trzeba ich ostrzec – jęczał błagalnym tonem. - Proszę, niech mi pani pomoże! - Do jego dziecięcych oczu napłynęły łzy.
- To nie ma sensu, oni i tak nie słuchają – oświadczyłam spokojnie.
- Na pewno – zająknął się – na pewno jeżeli będziemy bardzo się starać, jeżeli będziemy głośno krzyczeć... wtedy na pewno nas usłyszą.
- Nie – uśmiechnęłam się – nie zwrócą na ciebie uwagi.
- To naprawdę może się udać! Trzeba tylko próbować, próbować aż do skutku – ze wszystkich sił starał się mnie przekonać. - Kiedyś na pewno usłyszą! Przecież oni tam wszyscy zginą!
Zostawiłam go.
Stał jeszcze przez chwilę w miejscu, spoglądał to na mnie, to na nich. Miął pewnie nadzieję, że zmienię zdanie, że ich uratuję.
Szybko przestał się łudzić i pobiegł w ich stronę wrzeszcząc swoje „to niebezpieczne”.
To niebezpieczne.
To niebezpieczne.
To niebezpieczne.
Powtarzał to w kółko, swoim dziecięcym, przejmującym tonem. Próbował przebić się przez setki skłóconych okrzyków. To moje, moja własność! Słyszałam jego głos, i pewnie tylko ja, bardzo wyraźnie, przez całą drogę do domu. Z biegiem czasu zaczął słabnąć, zacierać się gdzieś w przestrzeni.
Ostatecznie zagłuszył go huk eksplodującej bomby.
-No, joaa, jak tak można! Trzeba być debilem, aby tak się zachować, dostali ostrzeżenie i nic, a bomba no to wiadomo, że wybuchnie.
Nie chciało się jej już tłumaczyć, swej koleżance, że we śnie chodziło o raczej coś innego.

Wysiadły na tym przystanku, co Zgad i Saba.
Dziewczyny się rozdzieliły, każda poszła w swą stronę, jedna z nich szła przed nimi( ta co zbulwersowała się wielce, postawą ludzi we śnie znajomej swej ).
Podbiegła do niej inna znajoma jeszcze, z informacją, że to mało prawdopodobne, ale jest nieopodal sławny aktor, zachęcała ją do biegnięcia do niego. Ta odpowiedziała;
-Ale to głupie, jak idiotki będziemy piszczeć do jakiegoś aktora, jak one…? (spojrzała na grupę piszczących dziewczyn, którymi ten aktor był otoczony).
-To jest przecież (podała imię i nazwisko)! z (nazwa serialu)!
-Serio? To ON? Z TEGO serialu?!
W końcu obie pobiegły podniecone do niego. No cóż, nie ma to jak hipokryzja.
Sabina się lekko roześmiała z tej sytuacji.
Zgadi nie przejęła się tym zbytnio (w sensie, żadnych emocji z jej strony), z lekkim zaciekawieniem, (lecz małym), obserwowała tą sytuację, która miała miejsce przed chwilą.
Spojrzała na postać Sabiny i pomyślała „Widzę małą zmianę w jej osobie, dostrzega różne sytuacje z jej otoczenia, których wcześniej nie dostrzegała”.
Zgad była świadom tego, że Sabina na pewno również tak zinterpretowałaby sen owej dziewczyny, jak znajoma tej dziewczyny. Jeszcze nie tak dawno byłaby skłonna zachowywać się tak, z czego teraz się wyśmiewa. Dokładniej – teraz również tak by się zachowała, ale pod wpływem osoby niejakiej Zgad, Sabina stopniowo staje się inna.


_________________________________________________
Fragment (sen) "Zbiegowisko ludzi(...)-(...)Ostatecznie zagłuszył go huk eksplodującej bomby." nie jest mojego autorstwa, ale bardzo mi się spodobał, za zgodą autorki Miraż, użyłam go w moim opku. ;P
źródło:http://www.pisanepiorem.fora.pl/opowiadania,4/bomba,2249.html
Mam nadzieję, że aż tak bardzo nie zniesławiłam jej twórczość w moim pseudo-opowiadaniu. o;
Cytując ją, jej opowiadanko jest o
Cytat:
Znienawidzonym przeze mnie motywem jest ogólnoświatowe przekonanie, że jak się czegoś bardzo chce to to się spełni. Plus takie parcie na bezinteresowną pomoc tym, którzy zwyczajnie mają cię tam, gdzie się plecy kończą. Normalnie aż mnie nosi jak coś takiego widzę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ppx
PieskiŚwiat


Dołączył: 13 Mar 2009
Posty: 438
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Dębica

PostWysłany: Czw 15:34, 08 Kwi 2010    Temat postu:

* * *


-Zgaduj.
Polecenie skierowane do Sabiny.
Miała ona odpowiedzieć Zgad, jaki typ pogrzebu dziś przewiduje.
Następujące wybory do odpowiedzi, biorąc pod uwagę najprostszy podział typów pogrzebów:
-normalny (czyli przeciętny)
-nienormalny (czyli ciekawszy)
Do normalnych można zaliczyć pogrzeby, w których reakcje osób, dokładniej ich smutek, jest bardzo podobny do „wzoru zachowania przy pochówku jakiejś osoby”. Na przykład; zależność: stary, młody – łatwo przewidzieć różnicę zachowania osób na pogrzebie dziecka, a osoby starszej. Także inaczej zachowują się osoby bliższe zmarłej, niż te które mogły jej w ogóle nie znać. (dalsza rodzina itd.)
Do nienormalnych można zaliczyć inne pogrzeby – czyli cała reszta, której nie podlega pewien schemat.
Były już na wielu pogrzebach, miały także okazję (ku rozczarowaniu), być na pogrzebie ich zaległej „misji”.
Kobieta od zasuszonych płodów została nakryta, na swej pasji i predyspozycji zasuszania swoich rzekomych dzieci. Nie wiadomo dokładnie, jak to nastąpiło, lecz wreszcie jakiś wścibski (bądź i nie) sąsiad, zaintrygował się jej spacerami po parku z dziwnie wiecznymi i brązowymi „niemowlęciami”.
Nie wytrzymała psychicznie, jak siłą chcieli ją zabrać na leczenie, a także skonfiskowanie jej dzieci i rzeczowe ich potraktowanie przyczyniło się do samobójstwa.
Ludzie na pogrzebie nie byli pewni, jak owa kobieta popełniła samobójstwo, są brane pod uwagę – przecięcie żyły/tętnicy, schowanie pod ubranie worka, aby krew nie została zauważona, poważne i skuteczne otrucie się.
Większość z nich nie wiedziała nic o „hobby” tej kobiety.
Ostatnim ciekawszym pogrzebem był pogrzeb osoby, która była znienawidzona, a zarazem uwielbiona przez inną osobę.

* * *

Leżała w trumnie, była piękna prawie deszczowa pogoda. Na trupiej twarzy było widać spokój. Spokój, który nastąpił po wielkim zmęczeniu problemami.
Stali i płakali – wszyscy, którzy w większości byli przyczyną. Przyczyną samobójstwa. Najbardziej najbliżsi. Nikt nie obwiniał siebie.


_______________________________________
Znowu przerywam w trakcie. Akcja dopiero się zaczyna. Razz
Ale kumpela dzwoniła, czy bym z nią do bankomatu nie poszła, więc dokończę jak wrócę. :0
A tego będzie jeszcze pewnie trzy razy tyle co ten jeden teraz wstawiony fragment. xd


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ppx
PieskiŚwiat


Dołączył: 13 Mar 2009
Posty: 438
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Dębica

PostWysłany: Czw 17:54, 08 Kwi 2010    Temat postu:

Ojciec pogrążony w zadumie, zauważył ją. Oburzony wykrzyknął: „Co ty tutaj do cholery kurwo robisz?! Nie powinno ciebie tu być!”.
Ona była uważana za przyczynę samobójstwa. Tak, wszystko to przez nią.
Zignorowała go.
Osobę, którą kiedyś kochała, teraz nienawidzi. Była dla niej wszystkim.
Teraz jest niczym.
Kiedyś zrobiłaby wszystko, aby było jej jak najlepiej. Teraz chciałaby, jakby się dało, zrobić wszystko, aby było jej jak najgorzej.
Podeszła pod samiutką trumnę, rzekła „Dobra robota tanatokosmetologa, nawet po śmierci masz ładną tapetę… piczo”.
Ojciec zmarłej ruszył, aby odepchać wroga od trumny.
Lecz ona była na to przygotowana, pomimo tego, że była silna i znała też różne sztuki walki, miała przy sobie broń. Zagroziła, że jak ktokolwiek się zbliży – ilość zmarłych tu osób – wzrośnie. Wszyscy odsunęli się o krok, następnie większość czekała z zaciekawieniem, co nastąpi, niektórzy uciekli.
Zaczęła, więc monolog:
Mówię to na głos, przy wszystkich.
Kurwa, nie mam pojęcia, czy mnie w ogóle słyszysz.
Może znasz moje myśli i to zbędne?
Chociaż… wolę, abyś została zniesławiona jeszcze bardziej, przy nich wszystkich.
Czemu… czemu… do cholery to zrobiłaś?! Mówiłam ci, a teraz nienawidzę, nienawidzę ciebie, wredna szmato.
Nie, nie chcę obrażać szmat twym porównaniem do nich, o nie.
Pewnie nawet też możesz tego nie widzieć, po śmierci nie ma nic?

Po śmierci może nie być nic?
Nienawidzę jeszcze bardziej.
Ciebie, za to. Nienawidzę.
Leżysz i nic. Trup, zwłoki.
Czemu nie żyjesz? Chciałabym ciebie zabić.
Zabić, jeszcze raz.
Ja ciebie zabić.
Bo to teraz oni ciebie zabili, dokładniej ty poprzez nich.
Tak cię nienawidzę, że chciałabym ciebie zabić.
Nie żyjesz, nienawidzę ciebie za to.
Mogłaś ich zignorować, mieć w dupie jak ja… Zabić ich, nie siebie.
To oni byli i są przeszkodą, oni są przyczyną problemów.
Ale zrobiłaś to.
Chętnie bym ci wyjebała za to.
Nie radziłaś sobie z problemami? Ojej, a od czego kutwa miałaś mnie?!
Zrób kurwa coś.
Nienawidzę ciebie, za to, że kiedyś ciebie kochałam.
Nienawidzę ciebie, za to, że teraz nie żyjesz.
Nienawidzę ciebie, za to, że jesteś trupem.
Nienawidzę ciebie, za to, że nawet jakbyś ty mnie już nie kochała, wybaczyłabym ci, ale ty nie żyjesz…
Nie żyjesz, nic nie możesz zrobić
Trup z ciebie.
Nic nie możesz zrobić…
(weszła do trumny i zaczęła ją bić po twarzy)
Nic, nic nie robisz, nic nie zrobisz.
To takie poniżające.
Co mogłabym zrobić, aby było bolesne?
Oprócz śmierci, już to nastąpiło.
Jakbym zabiła jakiegoś chuja z twej rodziny, dałobym ci satysfakcję.
Wszystkich ich nienawidziłaś.
Jedyną osobą, którą kochałaś… byłam ja.
Nienawidzę też ciebie za to.

Po monologu zaczęła rozcinać nożem jej ciało i rzucać narządami w tłum.
Nerka wleciała na głowę jej matki.
W końcu przyjechała policja wezwana przez kogoś dyskretnie.
Ona chciałaby się teraz także zabić, nie miała już sensu życia.
Jedyne trzymało ją przy życiu, to, że przez własną rodzinę zwłok, są tychże zwłoki w trumnie, a w końcu „idealna” rodzina znów wyszła na tą dobrą, i poszkodowaną…
Wszyscy znają prawdę, a każdy milczy.
Ona znów zaczęła przeklinać, tym razem ich.

___
znów, teraz kolejna kumpela XD" Tym razem idę oddać zeszyty z psem. ;P


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ojeja
PieskiŚwiat


Dołączył: 27 Lis 2009
Posty: 277
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Czw 19:12, 08 Kwi 2010    Temat postu:

ooo mamusiu Ppx normalnego horrora napisałaś ...... brrrrr ..... :O

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wszystko o Psach Strona Główna -> Nasza twórczość / Literacko Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin